goP.I.P. Webdesign auf Usedom
Start arrow PUBLIKACJA 1
03.09.2010.
PUBLIKACJA1 PDF Drukuj Email
Wpisał: Teresa Dmochowska   
26.05.2009.

Ks. Piotr Kurkowski

 

 Postawy wobec cierpienia


Żyjemy w świecie, w którym istnieje cierpienie. Fizyczny ból odczuwają wszystkie organizmy zwierzęce. Najbardziej jednak cierpi człowiek, jako istota najbardziej rozwinięta. Odczuwa ból fizyczny i psychiczny. Znosi cierpienia cielesne, doznawane w sferze wrażeń zmysłowych, i duchowe, doświadczenie w sferze świadomości i uczuć. Człowiek cierpi z powodu niedomagań organizmu w chorobie, w kalectwie, w starości, z braku zaspokojenia potrzeb, w głodzie, w zmęczeniu, w niewyspaniu, w nieznośnym zimnie, dokuczliwym gorącu oraz we wszystkich przykrych i bolesnych doznaniach zarówno w sferze cielesnej jak i duchowej. Cierpienie duchowe właściwie na ziemi tylko człowiekowi bywa nieraz boleśniejsze niż fizyczne. Im wyższy poziom rozwoju duchowego posiada człowiek, tym bardziej jest wrażliwy na doznawanie cierpienia duchowego. Cierpienie cielesne sprawia człowiekowi aktualne zło godzące w niego. Cierpienia duchowe wywoływane są także przeszłym złem, do którego sięga pamięć, jak to się dzieje w bolesnych wspomnieniach.

Przyczyn ludzkiego cierpienia jest wiele. Poza już wymienionymi należy przypomnieć niektóre z nich, jak niedostatek, niemożność zrealizowania wytkniętych sobie celów, brak poczucia sensu życia i nadziei, brak poczucia własnej wartości lub kompleks niższości, doznane poniżenie, upokorzenia, pogarda, brak wolności i tolerancji, niesprawiedliwość, brak poszanowania godności ludzkiej i wszelka krzywda. Cierpienie jest więc udziałem wszystkich ludzi.

Cierpienie jest tajemnicą, której nie można wyjaśnić, ani rozumowo uzasadnić. Cierpienie należy przyjąć jako tajemnicę życia. Jest związane z grzechem pierworodnym i ranami, jakie on zadał ludzkiej naturze. Człowiek często boi się cierpienia, nienawidzi go. Pragnie go uniknąć. Cierpienie więc stanowi ciągle bolesne zjawisko w życiu ludzi, jeden z największych problemów egzystencji ludzkiej, który człowiek od wieków stara się poznać, wyjaśnić, rozwinąć, a przede wszystkim uwolnić się od niego.

Nad przyczynami, istotą i sensem cierpienia zastanawiają się zarówno zwykli ludzie, jak i filozofowie, psycholodzy, teolodzy, lekarze.

Choroby i cierpienie powodowane przez nie są częstym zjawiskiem w życiu człowieka. Nawiedza nas od najmłodszych lat. Żaden wiek życia ludzkiego nie jest od nich wolny. A najbardziej podatną na nie okazuje się starość, która sama w sobie, nawet bez specjalnej choroby sprawia wiele dolegliwości człowiekowi  i stwarza niemało trudnych sytuacji otoczeniu. Choroby i starość  jako powszechne i równocześnie bolesne zjawiska w życiu człowieka zostały szczególnie uwzględnione w tajemnicy zbawienia, która obejmuje całego człowieka, ze wszystkimi jego problemami. Problemy te odczuwają także chrześcijanie, jednak wiara pomaga im lepiej je zrozumieć. W jednym z badań 71% pacjentów wyznania rzymskokatolickiego stwierdziło, że ich wiara pomogła im przetrwać kryzys operacyjny, a ich karty chorobowe wykazały, że wymagali oni znacznie mniejszych dawek morfiny niż pacjenci innych wyznań. Sanktuaria cudownych uzdrowień, takie jak Lourdes, przyciągają miliony wiernych ze wszystkich stron świata. Istnieje bogaty, dobrze udokumentowany materiał dowodowy, zgodnie z którym poważne choroby zostawały wyleczone, chromi odrzucali kule, a niewidomi odzyskiwali wzrok. Można tu przypomnieć słowa Jezusa kierowane niejednokrotnie do ludzi: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Nawet na płaszczyźnie pozareligijnej można dostrzegać sens cierpienia. Cierpienie bowiem potrafi oczyszczać. Gdy droga życia człowieka przebiega całkowicie bez ciosów, zbyt łatwo zadowala się samą jego powierzchnią. Cierpienie zaś odsłania nieraz fundamenty i umożliwia spojrzenie głębiej, ale to nie daje odpowiedzi na pytanie: Dlaczego to oczyszczenie musi dokonywać się w tak bolesny sposób? Wiemy również, że ból może pełnić funkcję ostrzegawczą, gdy wskazuje na chorobę, która wcześnie rozpoznana, może być jeszcze ewentualnie wyleczona. Wtedy ból służy życiu. Podobnie do zdrowia może się przyczynić ból powstały przy skutecznym leczeniu. Ale w dalszym ciągu pozostaje nie wyjaśnione pytanie: Dlaczego tego samego nie wolno osiągnąć inaczej? W cierpieniu duchowym, np. upomnienie, nagana sprawiająca przykrość i ból, który jednak może służyć poprawie i dobru. Nie zawsze jednak da się dostrzec, że cierpienie przyczynia się do dobra i w jaki sposób mu służy. Wyjaśnieniem sensu cierpienia podjął się psychiatra wiedeński Frankl. Twierdził on, że człowiek nie ma zdolności wrodzonej cierpienia, że należy ją nabyć, nauczyć przyjmować właściwą postawę wobec cierpienia, dzięki czemu można bardziej dostrzegać jego sens i w sposób wartościowy je znosić. Frankl uważa, że wypełniamy sens naszego życia, gdy urzeczywistniamy wartości, czego możemy dokonywać przez działanie, czyli jakieś kształtowanie świata, czyli przyswajanie sobie piękna, dobra i prawdy oraz przez znoszenie swego losu w cierpieniu. „Kto nie może, już nie może kształtować swego losu przez działalność twórczą, ten mimo to może w inny sposób przezwyciężyć go, mianowicie przez realizację wartości związanych z postawą własną, to znaczy przez to, że przez autentyczne cierpienie przyjmuje wobec losu prawidłową postawę. Trzeba oczywiście z góry założyć, że nabył on zdolności cierpienia. I tak wewnętrznie opanował siebie – przy rezygnacji z kształtowania otoczenia zewnętrznego – jest też kształtowaniem, kształtowaniem samego siebie; bo nabycie zdolności cierpienia jest aktem kształtowania siebie. Frankl wykazuje więc, że cierpienie może być jakimś dokonaniem i wzrostem. Gdy człowiek znosi cierpienie, może zarazem rosnąć wewnętrznie, w siłę moralną opanowując swój los i kształtując swoją osobowość. Dotknięty cierpieniem ma możność wznieść się i wyrosnąć ponad siebie samego. Dojrzewanie człowieka pod wpływem cierpienia stanowi dość istotny proces w rozwoju osobowości. „Dojrzewanie to polega na tym, że człowiek zdobywa wewnętrzną wolność, mimo zewnętrznej zależności. (...) Uwalnia się od wpływu warunków i okoliczności, skoro swą zależność od nich podważy odpowiednią postawą, jaką przyjmuje wobec swej sytuacji. Człowiek jest więc uzależniony w zakresie tworzenia i doznawania, ale jest wolny w tym, że może przybrać odpowiednią postawę wobec warunków i okoliczności, w wewnętrznym opanowaniu losu, w stosunku do prawdziwego, szczerego cierpienia”. Przez cierpienie człowiek może również bogacić się i dojrzewać do prawdy, która wyzwala, gdy okazuje się, że nie jesteśmy istotami wyłącznie czynnymi, oddanymi pracy, ale także ludźmi cierpiącymi.

Krystyna Osińska pisze: „choroba jest złem, ale może wyzwalać dobro – jak każde cierpienie. Choroba będąc złem powinna pobudzać ludzi do przekształcania tego zła w dobro, stając się bodźcem do tworzenia wartości przekraczających znacznie dotychczasowy stopień rozwoju osobowości chorego. Znane są zjawiska zmiany postaw chorego pod wpływem choroby ze skrajnie egoistycznego w altruistyczne, z prymitywnych, agresywnych w nacechowane refleksją i wyższą uczuciowością, np. wdzięcznością, wrażliwością na potrzeby innych”. Doświadczenie mówi, że choroby i starość mogą mieć skutki pozytywne również dla rodziny chorego i najbliższych z otoczenia, którzy mobilizują się, aby nieść pomoc cierpiącym, aby uwalniać ich od bólu lub przynajmniej go łagodzić. Otoczenie, podobnie jak chory może przejawiać negatywne bądź pozytywne nastawienie do cierpienia najbliższych. Do przejawów negatywnych można zaliczyć zapomnienie, obojętność, znużenie okazywaniem troski, formalizm opieki medycznej., zaś do pozytywnych: opiekuńczość, współodczuwanie, wyrzeczenie się na rzecz chorego, cierpliwość. Historia ukazuje wiele inicjatyw i dzieł ludzkich, powstałych dla niesienia bezinteresownej pomocy cierpiącym z powodu choroby i starości. Walka z chorobami i starością niedołężną wyzwala wiele dobra, kształtuje postawy służby, a nawet poświęcenia. Wystarczy wspomnieć ludzi takich jak: Wincenty a Paulo, czy założyciel Czerwonego Krzyża – Henryk Dunant. Ale właściwie to nie choroba czy starość tworzy dobro, ale stosunek człowieka do nich. On decyduje o tym, czy choroba lub starość są przeżywane pozytywnie czy negatywnie, korzystne lub niekorzystne, czy służą ubogaceniu osobowości, czy raczej ją zubożają, czy przyczyniają się postawie twórczej, czy też pasożytniczej. Chociaż choroby i starość szczególnie podatna na nie, nie są dobrem są dobrem same w sobie, to jednak przyjmowane i znoszone jako cierpienie w duchu chrześcijańskim i zgodnie z sensem, jaki podaje psychologia cierpiących, mogą dzięki motywacji i intencji stać się dla człowieka niemałą wartością i mieć znaczenie pozytywne. Czynnikami decydującymi o wartości choroby i starości są: odpowiednia postawa duchowa, nabyta umiejętność właściwego zachowania się w nich i intencja oraz cel, w jakim się przyjmuje wspomniane dolegliwości. Człowiek chory może przeżywać swą chorobę dwojako: albo uczynić z daru, jakim jest choroba, twórczy czynnik rozwoju, albo zrezygnować i ponieść klęskę. Krystyna Osińska postawy chorych wobec własnej choroby dzieli na dwie grupy – postawy twórcze (altruistyczne) i pasożytnicze (agocentryczne). Poniżej przedstawiamy charakterystykę poszczególnych postaw:

DAWCA, który widzi we własnej chorobie źródło świadczenia na rzecz innych. Spostrzega koło siebie cierpienia i przeżycia innych dotkniętych bólem. Bez liczenia na wdzięczność spieszy z pomocą potrzebującym. Czyni to serdecznie i życzliwie, dzieląc się mądrością, szlachetnością i swoim doświadczeniem z innymi. Umie się modlić i rozumie sens modlitwie.

SAMARYTANIN jest umiarkowany w ocenie własnej choroby i rozumie, że stanowi ona tylko fragment całego jego życia. Umie panować nad sobą, być rzeczowy, skupiony, cierpliwy, zaradny, rozważny, ratować innych i pomagać im.

POMOCNIK akceptuje pozytywnie swoją chorobę i poddaje się decyzjom lekarzy. Współdziała w procesie leczenia. Pomaga siebie i innym w odnalezieniu głębszego sensu chorowania i w odnalezieniu Boga przez chorobę.

KONSPIRATOR wie zgodnie z prawdą, że choruje ciężko i znajduje się w niebezpiecznej sytuacji oraz odczuwa boleśnie dolegliwości, ale nie mówi o tym innym. Rozmawia o nich tylko  z lekarzami. Choruje w milczeniu, nie chcąc sprawiać swoją chorobą bólu innym.

POSZUKIWACZ szuka akcentów nowych, ciekawych i twórczych. Stara się zmieniać wadliwe spostrzeżenia i opinie o chorych. Widzi elementy pozytywne w chorobie tam, gdzie inni dostrzegają bezsens i brak perspektyw. Odkrywa w sobie i innych nowe możliwości samorealizacji przez chorobę. Jest lubiany i ceniony przez innych chorych za swoją twórczą postawę.

ŻOŁNIERZ odważnie patrzy na swoją chorobę i ocenia jej skutki. Mężnie i dzielnie znosi dolegliwości z nią związane. Umie dodawać otuchy i odwagi innym., budzić nadzieję, poczucie solidarności i braterstwa w chorobie.

ARTYSTA widzi w chorobie nie tylko cierpienie, ale także zjawisko wymagające akceptacji. Dostrzega w niej sytuację ciekawą, która pobudza do refleksji filozoficznej. Umie przekształcić cierpienie i trudności związane z chorobą w uśmiech i radość, w pozytywną aktywność, w optymizm i harmonię, gdy inni chorzy popadają w smutek, w bierność, w pesymizm. 

BOHATER w chorobie wydobywa z własnej osobowości te elementy rozwojowe, które znacznie przekraczają przeciętne możliwości. Promieniuje na otoczenie i przekształca ludzi siłą przekonywania, trafną oceną sytuacji, szerokim widzeniem rzeczywistości, bezinteresownością i wielkodusznością. Należy do ideowców, pochłonięty jest służbą dla innych. Gdy tacy chorzy znajdują źródło i cel swojej postawy w Bogu, osiągają heroizm etyczny, czyli świętość w chorowaniu.

Ludzie wierzący w zbawczą moc sakramentów świętych, w których działa sam Chrystus, dobrze rozumieją, jak bardzo ich potrzebują w swojej chorobie, aby odnaleźć w niej postawę twórczą, do odnalezienia której szczególnie pomaga sakrament Namaszczenia Chorych, jak świadczy wypowiadana przy jego udzielaniu prośba, aby Pan łaskawie podźwignął chorego, czyli odrodził go w sensie moralnym i religijnym, a także fizycznym.

Ludzie wierzący w zbawczą moc sakramentów świętych, w których działa Jezus Chrystus, rozumieją, jak bardzo ich potrzebują w swojej chorobie. W życiu jednak często występują postawy egocentryczne. Wykazują je w chorobie:

BIORCA widzi w swojej chorobie źródło ciągłych świadczeń na własne konto ze strony innych i możliwości czerpania korzyści z własnej dolegliwości. Nie rozumie i nie dostrzega innych chorych. Myśli przeważnie o sobie. Pasożytuje na cudzej dobroci, serdeczności i .życzliwości. Bez skrupułów zabiera innym czas i korzysta z ich bezinteresowności dla naiwnie rozumianych własnych interesów. Zanudza innych opowiadaniem o własnej chorobie i zraża ich w ten sposób do siebie.

HIPOCHONDRYK okazuje ciągłą dyspozycyjność do chorowania i chęć do niego oraz tendencję, aby być traktowanym jako chory, chociaż nie stwierdza się u niego aktualnych cech chorobowych. Wyolbrzymia każdy objaw choroby. Stawia sobie własne urojone diagnozy bez liczenia się z lekarzem. Żyje w zakłamaniu co do oceny własnego zdrowia. Jest nieumiarkowany, nieopanowany, nierzeczowy, nierozważny, niecierpliwy wobec własnej choroby. Domaga się ciągłej opieki ze strony innych, których zraża do siebie.

MALKONTENT nie akceptuje pozytywnie własnej choroby i nie poddaje się świadomie oraz konsekwentnie leczeniu. Ma własne sposoby kuracji. Nie rozumie zupełnie sensu zawartego w chorowaniu i odrzuca wszystko, co może pomóc w odnalezieniu go. Swoje niezadowolenie sposobami leczenia okazuje w postaci grymasów, humorów, bezsensownych odezwań i reakcji agresywnych. Krytykuje wszystko i wszystkich, zrażając ich tym i wyobcowując się ze środowiska.

ZASŁUŻONY manifestuje głośno, że jest chory i pragnie być widocznym na tle innych. Lubi krzyk i szum wokół siebie. Skupia na sobie uwagę. Często się leczy i lubi być uważanym w środowisku za zasłużonego w chorowaniu, za człowieka, który umie chorować. Chwali się ilością przebytych zabiegów operacyjnych, pobytów w szpitalach i sanatoriach. Chętnie pokazuje swoje blizny pooperacyjne lub protezy.

STATYSTA zachowuje się biernie wobec choroby i jej przejawów. Niechętnie, leniwie i niedbale poddaje się leczeniu. Brakuje mu samodzielności w myśleniu i działaniu. Jest bezmyślny, pasywny, apatyczny i nieciekawy. Lubi święty spokój w chorowaniu.

ŻEBRAK nie podejmuje w chorobie walki o powrót do zdrowia, choćby częściowo, nie umie bowiem, albo nie chce zdobyć się na własny wysiłek. Zdobył zdolność wzbudzania u innych litości dla swego losu i wyłudzaniu natrętnie różnorodnej pomocy. Wyprasza renty, zapomogi. Ucieka od obowiązków, stwarzając z choroby parawan wygodny dla siebie. Nie interesuje się innymi i nie chce im pomóc, nawet gdy może bez trudu.

ZAWODOWIEC zastygł w schematach myślenia i działania, które powstały w czasie częstego lub długiego chorowania. Wytworzył sobie wygodny sposób chorowania i dobrze się w nim czuje. Zamknął się w sobie, w swoim egocentryzmie. Jest ogarnięty smutkiem, pesymizmem i biernością. Nawet gdy wyzdrowieje, nie potrafi uwierzyć, że już nie choruje.

ŚWIĘTOSZEK uważa siebie za bohatera w chorobie. Pokrywa obłudną postawę hasłami, zwrotami i pięknymi sloganami. Pozuje na wielkiego, który w sposób heroiczny znosi chorobę, chociaż nim nie jest. Głosi fałszywie, że cierpienie ofiaruje Bogu za różne sprawy lub ludzi. Swój handlowy stosunek do Boga uważa za wzniosły. Taką obłudną postawę ludzie nie od razu umieją ocenić i przyjmują na początku jako heroizm. Jednak pozór szybko pęka i ukazuje się prawda.

Człowiek może przyjąć cierpienie i znosić je sensownie, gdy mu nadaje jakiś cel, cierpiąc za coś lub za kogoś. Sensowne bowiem cierpienie nie może być celem samym w sobie, musi zawsze wskazywać poza siebie, na to, do czego się przez nie dąży, jednym słowem cierpienie ma sens, gdy jest ofiarą. Jezus nie chce, aby sens Jego cierpienia pozostawał nieznany. Chrystus nie nauczał, że życie straciło sens. Dobrą Nowiną jest to, że w Chrystusie wszelkie cierpienie może uczynić nas posłusznymi dziećmi Boga. Naszym wzorem jest sam Chrystus. Znakiem pełnego posłuszeństwa Chrystusa było przyjęcie przez Niego męki i śmierci. Chlubą Apostołów było głoszenie Chrystusa i to Chrystusa ukrzyżowanego. Tylko Chrystus nadaje w pełni sens ludzkiemu cierpieniu. Tylko przez przylgnięcie do Niego człowiek jest w stanie godnie żyć z cierpieniem.

 

Bibliografia

G. P. Zimbardo, F.L. Ruch, Psychologia i życie, Warszawa 1998.

J. McManus CSSR, Uzdrawiająca moc sakramentów, Warszawa 1990.

K. Osińska, Ludzie chorzy we wspólnocie ludzkiej, w: Ludzie chorzy i starsi w Kościele, praca zbiorowa, Warszawa 1981.

V. E. Frankl, Homo patiens, Warszawa 1976.

 
template by gopip.de and grafik by 2bdesign.de